Superfoods – co nim jest, a co nie?

Superfoods – co nim jest, a co nieNiewiele jest terminów tak wieloznacznych, tak kontrowersyjnych i tak nadużywanych, jak „superfoods”. O superżywności najwięcej mówią nie badania naukowe, bo tego rodzaju pojęcie nie mieści się w sformalizowanym systemie postrzegania świata, ale materiały marketingowe, bo trudno o bardziej chwytliwą nazwą niż taka, która zaczyna się od „super” albo „hiper”, a do tego jeszcze jest angielska, czyli dla przeciętnego zjadacza chleba (nawiasem mówiąc foodsa, który jest wybitnie nie-super) niezrozumiała.

Skąd się wzięło pojęcie superfoods?

Pojęcie superfoods ukute zostało przez Aarona Mossa w 1998 roku w artykule, w którym wspomniał on o tym, że niektóre z rodzajów pożywienia są tak bogate w substancje odżywcze, że można je właśnie w ten sposób określić. Dziś pojęcia takiego nie używa się w nauce zbyt często, a dla prawa superfoods są nierozpoznane, aczkolwiek istnieją na poziomie regulacji europejskich instrukcje reklamowania tego rodzaju środków (mówią one, że nazwa superfoods w kontekście marketingu może zostać użyta tylko w stosunku do produktów, których potencjalne działanie medyczne zostało udowodnione).

Czy to pomaga?

Opinia brytyjskiego ośrodka badań nad rakiem jest jasna: „nie można polegać na tzw. superfoods, jeśli chodzi o zmniejszanie ryzyka zachorowania na raka”. Autorzy raportu sugerują, że superfoods mają moc taką samą, jak zbilansowana dieta. I o to właśnie chodzi – tego rodzaju jedzenie (głównie zresztą owoce) mają potencjał, aby w małych ilościach doprowadzić do zbilansowania – przynajmniej w jakimś zakresie – codziennej diety. To jest pewna marketingowa korzyść – ludzie decydują się na dołączanie superżywności do swojego jadłospisu i – choć poszczególne elementy diety nie wyróżniają się niczym szczególnym – stają się zdrowsi. Nie jest to zasługa superfoods jako takich, tylko odejścia od tłustej, fastfoodowej diety na rzecz owoców i nisko przetworzonej żywności.

Nie wszystkie superfoods są takie super

Ponieważ brakuje ścisłych kryteriów, które pozwoliłyby jednoznacznie wskazać, co odróżnia superfoods od innych typów żywności, dochodzi na tym polu do wielu nadużyć. I tak na przykład borówka amerykańska w sklepach dostępna po prostu w dziale „owoce”, u dystrybutorów suplementów diety urasta do rangi superfoods, choć jako żywo nikt nie dowiódł jej zbawiennego działania. Europejski wymóg użycie przynajmniej jednego badania naukowego w celu identyfikacji superfoods spowodował tylko zalew niewiarygodnych badań, które, zamiast sytuację rozjaśnić, jeszcze wsparły marketingowe wysiłki na rzecz windowania cen zwyczajnych produktów.

Jak się nie dać nabrać?

Do tematu superfoods trudno podchodzić bez emocji. Jedni widzą w tym szansę na niemal cudowne uwolnienie ludzkości od wszelkich chorób, a inni wyłącznie zmasowany atak marketingowy. Prawda jak zwykle leży gdzieś pośrodku. Naiwnością byłoby sądzić, że jeden preparat, niezależnie od tego, jak cudowny miałby być, może pomóc w zwalczeniu wszystkich możliwych chorób albo jakaś jagoda zabije raka – takie rzeczy po prostu nie są możliwe na gruncie biologicznym.

Z drugiej strony jednak nie sposób nie zauważyć, że wzrost udziału superfoods w diecie prowadzi do pewnych pozytywnych skutków, o ile oczywiście idzie w parze z równoważeniem i racjonalizowaniem diety. Wzrasta też społeczna świadomość istotności problemu zdrowego odżywiania, aczkolwiek niestety nieco spaczona podejście marketingowym, według którego super jest tylko to, co rośnie daleko i osiąga zawrotne ceny.

Na pewno nie należy odstawiać konwencjonalnych leków na rzecz superfoods – preparaty naturalne zawsze działają powoli, natomiast leki syntetyczne agresywniej, przez co szybciej przynoszą ulgę, natomiast warto zawsze stosować terapię wspomagającą, a i w profilaktyce nie sposób pominąć warzyw, owoców czy też wszelkich innych form nisko przetworzonych superfoods.

Suplement czy jedzenie?

Superfoods są dostępne w sklepach z suplementami i w takich też dawkach zaleca się je przyjmować. To też głównie zabieg marketingowy – jeśli substancja czynna w takim preparacie nie jest silnie skoncentrowana, to niewiele się osiągnie, działając w ten sposób. Należy dążyć do tego, aby na dłuższą metę superfoods wróciły do rangi codziennej żywności, aczkolwiek na razie warto trochę unieść się na fali ich popularności i propagować zdrowe odżywianie. Traktowanie owoców jako suplementu na pewno nie jest właściwą postawą, ale już sam fakt, że nareszcie znalazło się dla nich miejsce obok chipsów, pszennego pieczywa i mięsa składającego się głównie z soi jest powodem do radości. Jeśli mielibyśmy Ci więc doradzić coś w kwestii superfoods, to nie traktuj ich jako suplementu – postaraj się, żeby wszystko, co rzeczywiście zasługuje na to miano, znalazło się w codziennej diecie jako podstawa posiłku, a nie tylko ekstrakt, pastylka albo proszek.

0 komentarzy

Odpowiedz

Chcesz wziąć udział w dyskusji?
Śmiało, napisz coś!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *